Twój tytuł idzie tutaj

Uważność to dla mnie wrota do innego świata – takiego, w którym widzisz i czujesz więcej, w którym codzienność nabiera nowych barw i dni przestają przeciekać Ci przez palce (pisałam o tym więcej tutaj – link do poprzedniego artykułu). Gdy praktykujesz uważność, zmienia się Twoje postrzeganie siebie, swoich myśli i swojego otoczenia, co ma bezpośrednie przełożenie na jakość Twojego życia. Ja miałam to szczęście, że odkryłam uważność jeszcze zanim zostałam mamą (piszę o tym więcej w sekcji „o mnie” tutaj). Dzięki temu, zaszło w moim życiu wiele zmian, które później bardzo pomogły mi i wspierały mnie w wyzwaniach związanych z macierzyństwem. Uważność otworzyła mnie na nowe możliwości pracy ze swoimi myślami, emocjami i z ciałem. Ułatwiła dostęp do siebie, do moich zasobów i do moich potrzeb. Chciałam Ci przybliżyć 8 bardzo namacalnych korzyści, które zaobserwowałam w swoim życiu dzięki regularnej praktyce uważności, jeszcze zanim zostałam mamą (pewnie za jakiś czas napiszę osobny post o tym, jak uważność pomaga mi w macierzyństwie). Zaznaczam, że zmiany te nie zadziały się w moim życiu z dnia na dzień, wymagały dużo mojej wewnętrznej pracy, i były zapewne wypadkową wielu czynników. Jednak wierzę, że praktyka uważności jest ich wspólnym mianownikiem, i bez niej nie byłabym tu, gdzie teraz jestem. Uważność stanowi dla mnie fundament mojego rozwoju.

Co się zmieniło w moim życiu dzięki praktyce uważności?

Podsumowałam główne zmiany, które zaszły w moim życiu odkąd zaczęłam praktykę uważności. Oczywiście, jak to wspaniałe, stare porzekadło głosi, „jedyną stałą  rzeczą w życiu jest zmiana”. Codziennie uczę się czegoś nowego, codziennie obserwuję zmiany, nie zawsze też doświadczę każdego z tych punktów, bo czasem wrócę na utartą ścieżkę (szczególnie, gdy bateria mi się trochę rozładuje). Jednak na przełomie ostatnich lat poniższe zmiany zaszły w moim życiu na tyle głęboko, że odczułam znaczącą poprawę jego jakości i komfortu. Dlatego też całym sercem czuję podejście uważności, bo skoro mi przyniosło namacalne efekty, wierzę, że innym też może przynieść.

  1. Dużo mniej się martwię.
    Może dla tych osób, które znają mnie od niedawna, ciężko w to uwierzyć, bo sprawiam wrażenie osoby spokojnej i zdecydowanie nie nerwowej, ale jeszcze parę lat temu potrafiłam być kłębek nerwów! Przez lata odczuwałam silne stany lękowe. Zamartwiałam się o każdy najmniejszy szczegół, tworzyłam w głowie najczarniejsze scenariusze. Bywały sytuacje, kiedy potrafiłam się tak nakręcić negatywnymi myślami, że na przykład gdy mój ówczesny chłopak wrócił do domu z pracy kilka godzin później niż planował (i nie odbierał telefonu), to rozpłakałam się z ulgi na jego widok, bo tak się nakręciłam – przecież już dwadzieścia razy wpadł pod samochód, spadła na niego cegła z nieba albo w ogóle wyjechał z kraju (no bo przecież nie mógł po pracy spontanicznie skoczyć na piwo ze znajomymi). Teraz zdarza mi się jeszcze czasem zapędzić w katastroficznym myśleniu, szczególnie jeśli chodzi o dzieci, ale jak tylko się zapędzę w kozi róg, to jestem w stanie to zauważyć, zaakceptować i odpuścić. Jednak częstotliwość mojego zamartwiania się spadała wprost proporcjonalnie do czasu spędzonego na praktyce uważności. Gdy nauczyłam się pracować z moimi zmartwieniami, odcięłam im dopływ powietrza, przez co nie miały jak rosnąć w siłę, i samoistnie się kurczyły. Pierwszym krokiem do tego, aby było to możliwe, była właśnie uważność – zauważenie moich myśli, i praca z nimi.

2.    Lepiej śpię.

Umysły mają to do siebie, że cały czas pracują. Nie ukrywam, że zawsze miałam wrażenie, że mój umysł jest wybitnie nadaktywny, i pracuje za dwóch, albo i trzech! (Chociaż idę o zakład, że większość osób tak uważa o swoich umysłach 😉 ). Dość mocno odczuwałam to nocami, kiedy nie mogłam zasnąć od natłoku myśli. Potrafiłam budzić się w środku nocy zastanawiając się nad tym, co mam do zrobienia rano, lub tworzyć w głowie hipotetyczne scenariusze rozmów (które swoją drogą nigdy nie nastąpiły!). A jak jest teraz? Teraz może i dalej czasami w nocy się budzę, ale nie przez natłok myśli, tylko przez wołające mnie w nocy dzieci 😉 Dzięki uważności nauczyłam się redukować odczuwanie stresu i napięcia w ciągu dnia, co dodatkowo pomaga mi uspokajać umysł przed snem,  dzięki czemu łatwiej mi się zrelaksować i wyciszyć. To się bezpośrednio przekłada na dużo spokojniejszy i głębszy sen. Dalej mam lekki sen (ten typ tak ma) więc budzi mnie najmniejsze jęknięcie któregoś z moich chłopców, ale nawet jak w nocy do nich wstaję, to później dużo łatwiej usypiam ponownie. I przy okazji, dzięki praktyce uważności wyleczyłam się z nocnego zgrzytania zębami! Co także przyczyniło się do polepszenia jakości mojego snu. A nawet jeśli zdarzy się trudniejsza noc, kiedy nie mogę zasnąć, znam cały zestaw technik oddechowych, które skutecznie mnie ratują.

 

  1. Zwiększyłam poczucie własnej wartości i odważyłam się występować publicznie.
    Gdyby ktoś, kilka lat temu powiedział mi, że będę robiła transmisje na żywo w Internecie przed ludźmi, których nie znam, będę prowadziła swoją grupę na Facebooku, miała własną stronę internetową obklejoną swoimi zdjęciami, i do tego wszystkiego pękałabym przy tym z dumy – prychnęłabym śmiechem (tak, że aż bym się zapluła), po czym uznałabym, że chyba za duży wypił i powinien napisać książkę, bo ma rewelacyjną wyobraźnię! Sama jeszcze z trudem wierzę w to, co się wydarzyło w moim życiu na przełomie ostatnich lat. Z osoby, która tak się zestresowała na maturze ustnej, że z nerwów rozpłakała się przed komisją egzaminacyjną i potrzebowała 15 minut aby uspokoić łkanie i powiedzieć cokolwiek z sensem, stałam się osobą, która prowadzi live na Facebooku, nagrywa video, prowadzi kursy online oraz warsztaty i szkolenia na żywo. Wierzę, że to, co mam do przekazania wnosi wartość. Zawsze miałam tak, że jak mnie coś zafascynowało, to dzieliłam się tym z wszystkimi dookoła. Teraz przeniosłam to na szerszą skalę! I małymi krokami, na tyle, na ile byłam w stanie, z łagodnością i życzliwością dla siebie, rozciągałam swoją strefę komfortu. Pewności siebie dodaje mi wiara w to, że swoimi działaniami realizuję moją misję i wspieram inne mamy w ich drodze powrotu do siebie dzięki uważności. Dużo łatwiej mi teraz również mówić o swoich sukcesach, bo robię to z intencją dzielenia się swoją radością, i nie szukania potwierdzenia swojej wartości w oczach innych (jak to kiedyś miałam w zwyczaju).

 

  1. Mam lepszy kontakt z moim ciałem.
    Praktyka uważności uświadomiła mi, że przez lata nie potrafiłam czuć swojego ciała, co przekładało się na bycie w ciągłym napięciu, kłopoty ze snem, zgrzytanie zębami, częste bóle głowy i ogólne życie w stresie i nerwach. Nie miałam z tym kontaktu, dlatego nie potrafiłam tego rozładowywać. To, co mi bardzo pomogło na początku mojej drogi, to medytacja skan ciała. Skan ciała jest jedną z podstawowych technik praktyki uważności, polega na czuciu poszczególnych części ciała. Bardzo często, szczególnie na początku mojej praktyki, była to medytacja, podczas której najczęściej przysypiałam albo totalnie odpływałam. I dopiero po kilku miesiącach ćwiczeń uświadomiłam sobie, że tak naprawdę w ogóle nie czuję moich części ciała, tylko o nich myślę! Stąd nic dziwnego, że tak mnie usypiała! Dzięki temu „objawieniu” rozpoczęłam proces odbudowy relacji z moim ciałem, między innymi zaczęłam chodzić na jogę, spacery i ogólnie zwiększyłam swoją aktywność fizyczną. Teraz całkiem nieźle czuję już swoje ciało, nauczyłam się czytać pierwsze sygnały ostrzegawcze stresu lub złości, dzięki czemu jestem w stanie lepiej panować nad swoimi emocjami. Mam lepszy kontakt ze swoją intuicją, bo łatwiej przechodzę z myślenia do czucia. Dbam też o relaksację w okresach szczególnego stresu, tak, aby napięcie nie zbierało się w ciele. Zwracam uwagę na swoją postawę, w ciągu dnia pamiętam o oddechu, który nie raz uratował mnie w kryzysowej sytuacji. Ciało jest jednym z naszych najcenniejszych zasobów – jeśli nie potrafimy z niego korzystać, to tak, jakbyśmy jeździli bez mapy po obcym mieście!

 

  1. Mam lepszy kontakt z moimi emocjami.
    Tak jak w przypadku ciała, emocje też były mi obce. Zablokowałam je w ciele na długie lata, i podświadomie blokowałam ich odczuwanie. Główną emocję, którą zablokowałam, była złość. Odkąd pamiętam, miałam syndrom „grzecznej i miłej dziewczynki”, i niestety przeniosłam go w dorosłe życie. Żyłam tak, aby wszystkim było dookoła jak najlepiej, a sama robiłam wszystko, aby być jak najbardziej niewidzialną i nie stwarzać nikomu problemów. Unikałam sytuacji konfliktowych. Smutek dopuszczałam do siebie sporadycznie, złość prawie nigdy. Jednak jeśli złości nie damy ujścia, zostaje w ciele, co może z czasem powodować choroby psychosomatyczne (jak na przykład regularne bóle głowy, które miewałam swego czasu co weekend) czy zaburzenia nastroju (na pewno coś i u mnie by się znalazło). I tutaj również z pomocą przyszła mi uważność, która pozwoliła mi dać sobie przyzwolenie na odczuwanie wszystkich emocji, tych dobrych i tych trudnych – nie złych, bo złych emocji nie ma. Każda emocja jest informacją o naszych granicach, potrzebach czy wartościach. Proces odczuwania i oswajania emocji dalej u mnie trwa, ale jest już dużo bardziej zaawansowany, niż przed latami. Teraz potrafię korzystać z emocji, a złość zamiast wypierać, wykorzystuję czasami jako paliwo napędowe, i czerpię z niej swoją moc i energię.

 

  1. Oswajam swój perfekcjonizm i doceniam to, co mam.

Przez lata uzależniałam swoje szczęście od czynników zewnętrznych. Często brakowało mi różnych rzeczy do pełni szczęścia, zawsze było „coś”: „Jak już się przeprowadzę do nowego domu, to wtedy na pewno będzie mi się lepiej żyło”. „Gdybym tylko dostała tą pracę, całe moje życie by się zmieniło”. „Kupię sobie jeszcze tylko tamtą książkę, albo tamten kurs, w nich na pewno znajdę odpowiedzi, których szukam”. Nie widziałam tego, że ta pogoń za szczęściem tylko mnie unieszczęśliwiała, bo każda kolejna rzecz wywoływała pragnienie kolejnej. Co więcej, uzależniałam w dużej mierze swoje poczucie szczęście od szczęścia innych – „gdyby tylko mój partner nie był taki nerwowy, na pewno i ja byłabym spokojniejsza”. W końcu zrozumiałam, że zmiana zaczyna się od środka. Że szczęście mogę znaleźć tylko w sobie. Do tego mam tendencje do niezdrowego perfekcjonizmu, co czasem objawiało się tym, że jakikolwiek efekt moich działań (lub działań innych) zawsze mógł być lepszy. Zamiast skupić się na tym, jak jest, ciągle dążyłam do sposobów na ulepszenie. I te tendencje obserwuję u siebie do dziś, jednak jestem ich dużo bardziej świadoma, dzięki czemu mam większy wybór co z tym zrobić – czy faktycznie ulepszyć, czy zostawić jak jest, docenić i przejść dalej. Praktyka uważności wzmocniła we mnie olbrzymie poczucie wdzięczności za to, co mam – za moją rodzinę, za moje życie, za to, że mam dach nad głową. Za to, że otacza mnie tylu wspaniałych, ciepłych i życzliwych osób, w których mam wsparcie. Za moje trudne doświadczenia z przeszłości, bo to one ukształtowały mnie taką, jaka jestem dziś i były cennymi lekcjami. Za to, że odnalazłam swoje powołanie, i możliwość pracy, która wynika z mojej pasji i wnosi wartość dla innych ludzi. Za to, że mogę pracować na własnych zasadach, i dorzucać swoją cegiełkę do zmiany świata na lepsze (ale nie za wszelką cenę).

  1. Nie zadręczam się przeszłością, mniej wybiegam w przyszłość. Jestem bardziej „tu i teraz”.
    Kiedyś miałam trudność z odpuszczaniem pewnych rzeczy, które już się wydarzyły, spędzałam wiele bezsennych nocy na przeżywaniu różnych sytuacji, i tego, że powinnam się zachować / powiedzieć / zrobić inaczej, niż zrobiłam. Teraz jest mi dużo łatwiej, bo praktyka uważności pomogła mi zrozumieć, że w danej chwili podjęłam najlepszą możliwą decyzję, jaką wtedy mogłam podjąć. Spędzałam również mnóstwo czasu w przyszłości – planując, tworząc wizje często idące lata wprzód, uzależniając od tego moje szczęście (patrz punkt wyżej). Jednak na myśleniu zostawało, bo niestety moje wizje nie przekuwały się w działanie. Będąc z innymi, w myślach często robiłam już coś innego, zawsze byłam jeden krok do przodu. Uważność pomogła mi to wszystko zauważyć, i wyćwiczyć swój umysł do powracania do chwili obecnej (bo na tym polega medytacja uważności – to trening umysłu, polegający na przywracaniu swojej uwagi na to, na czym chcesz się skupiać w danej chwili – tutaj możesz poczytać więcej o tym czym jest, a czym nie jest uważność). W przeszłości spędzam już bardzo mało czasu, w przyszłość jeszcze czasem wybiegam, szczególnie jeśli chodzi o sprawy zawodowe, jednak robię to dużo bardziej świadomie. Za to staram się każdego dnia być jak najwięcej w chwili obecnej, zarówno ciałem, duchem jak i umysłem. Dużo więcej uwagi przeznaczam bliskim mi osobom. Jeśli jestem z kimś, to staram się być właśnie z tą osobą. To samo tyczy się bycia z moimi dziećmi – jeśli się z nimi bawię, to przeznaczam im całą swoją uwagę, nie planuję w tym czasie w myślach listy zakupów, nie siedzę na telefonie, nie zastanawiam się co ugotuję na obiad.
  2. Akceptuję siebie, odpuszczam, jestem otwarta na wsparcie i nowe doświadczenia.
    Przez lata miewałam mnóstwo kompleksów na temat swojego wyglądu, nie byłam zadowolona ze swojej figury (na przykład potrafiłam unikać krótkich spodenek, bo wstydziłam się wyglądu swoich nóg, nawet w 30-stopniowym upale!). Nie odżywiałam się zbyt zdrowo, a obiady jadałam przed telewizorem, co się przekładało na moje wahania wagi. Jednak odkąd zaczęłam uważnie jeść i zdrowiej się odżywiać, i wprowadziłam lekki ruch (dalej nie jestem typem sportowca i maratonów raczej biegać nie będę, ale ruszam się zdecydowanie częściej niż kiedyś) moje ciało doszło do swojej optymalnej wagi bez większego wysiłku. Do tego praktyka uważności pomogła mi w pracy nad samoakceptacją, samowspółczuciem i życzliwością dla samej siebie. Zdecydowanie inaczej teraz na siebie patrzę – czy to pod względem fizycznym, czy psychicznym. Co ciekawe, mogę śmiało stwierdzić, że teraz czuję się w swoim ciele najlepiej z całego swojego życia, i to będąc po dwóch ciążach! Zmieniłam nastawienie do siebie, zaakceptowałam swoje niedoskonałości i słabości, przyjęłam to, na co nie mam wpływu z otwartością. Mój wewnętrzny krytyk, z którym znamy się doskonale od najmłodszych lat, dalej jeszcze czasem się do mnie dobija. Tyle, że teraz od razu zauważam, daję mu się wygadać, po czym uśmiecham się do niego ze zrozumieniem (w końcu mówi to wszystko z troski o mnie!), i przykrywam go ciepłym kocem aż po same uczy, aby sobie poszedł dalej spać. Zdecydowanie łatwiej mi tak żyć! Do tego z bycia przez całe życie „Zosią Samosią” stałam się otwarta na wsparcie i pomoc ze strony innych – nie widzę już tego jako oznakę słabości, ale oznakę siły i odwagi. Wyrobiłam w sobie również otwartość na wszystkie doświadczenia – zarówno te pozytywne, jak i te trudne i wymagające – mam w sobie ufność, że każde doświadczenie jest dla mnie lekcją, z każdego doświadczenia mogę wynieść dla siebie jakąś wartość, i nawet jak czasami od razu tego nie widzę, to prędzej czy później zrozumienie przychodzi.

Uważność ma moc zmiany życia

Wierzę w to, że systematyczna praktyka uważności ma moc zmieniana życia na pełniejsze, szczęśliwsze i łatwiejsze. Owszem, często po drodze najpierw trzeba się spotkać ze sobą – i czasem jest to niezwykle trudne i wymaga wielkiej odwagi. Nie mówię, że będzie łatwo, lekko i przyjemnie, a zmiany zajdą z dnia na dzień. Ciężko też robić to całkiem samemu – ja na swojej drodze poznałam wiele osób, które pomogły mi dojść do tego miejsca,  w którym jestem teraz. Większość z opisanych zmian zaszła w moim życiu jeszcze zanim zostałam mamą, co mi niezwykle ułatwiło pierwsze lata mojego macierzyństwa (ale o tym napiszę osobny post). Stąd też wynikło moje silne poczucie misji w przekazywaniu uważności dalej w świat – wierzę, że skoro uważność odegrała tak ważną rolę w moim życiu i pomogła mi wprowadzić tak wiele zmian, to innym też jest w stanie pomóc. Wierzę, że aby być spełnionym rodzicem, trzeba być spełnionym dorosłym. A aby być spełnionym dorosłym i zacząć wprowadzać zmiany w swoim otoczeniu, w swojej rodzinie, w swoim życiu – trzeba zacząć od kontaktu ze sobą. To, co niesamowicie pomaga w tym kontakcie, to praktyka uważności. Gdy przejdziesz przez wrota uważności, wejdziesz w świat, w którym kontakt ze sobą jest możliwy, który wspiera proces odbudowy relacji z samym sobą. W imię hasła Gandhiego, które jest mi niezwykle bliskie: „bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie”. Niech uważność Cię prowadzi i dodaje sił, tak jak prowadziła mnie i setki tysięcy ludzi na świecie.

 

CTA: Jak zacząć praktykę uważności w swoim życiu?

– kurs „spokojna i uważna mama w 21 dni” ?

– e-book „33 sposoby”?