Wracając do domu w upalny dzień, wypiłam całą butelkę wody i zastanawiałam się, czy wyrzucić ją w całości do śmieci, czy zostawić plastikową nakrętkę i donieść ją do domu. To, z pozoru mało istotne rozważanie, doprowadziło mnie do refleksji na temat szczęścia, jego źródeł i praktyki uważności. Jednak zanim Ci wszystko wyjaśnię, mam do Ciebie prośbę.
Jedna nakrętka
Spójrz na zdjęcie plastikowych nakrętek poniżej. Daj sobie chwilę i odpowiedz na pytanie: co widzisz, i co czujesz, gdy na nie patrzysz?

Jestem bardzo ciekawa jakie myśli i skojarzenia pojawiły się u Ciebie jako pierwsze. Może właśnie uświadomiłaś sobie, że chce Ci się pić? Może przypomniałaś sobie ostatni okres upałów i pojawiły się wspomnienia wielu wypitych butelek z wodą?
A może poczułaś irytację, bo pomyślałaś o zanieczyszczeniu środowiska plastikiem i o tym, jakie to niebezpieczne dla naszej planet? I że powinno się ograniczyć zużywanie plastiku na rzecz bardziej ekologicznych materiałów? Może nawet poczułaś złość na to, że ludzie nie szanują naszej planety i mamy na świecie tyle tragedii związanych z zanieczyszczeniem środowiska?
Powiem Ci, co ja widzę.
Mnie, od kilku lat, plastikowe korki kojarzą się jednoznacznie – ze zbieraniem ich na cele charytatywne. Zbieram każdą, nawet najmniejszą zakrętkę. Gdy uzbieram ich już trochę, przekazuję je mojej teściowej, która pracuje w szkole, gdzie organizowane są regularne zbiórki plastikowych nakrętek. Ja w tych nakrętkach widzę nadzieję i szansę na poprawę jakości życia jakiegoś chorego dziecka. Gdy na nie patrzę, czuję radość i wdzięczność, że mogę w jakimś stopniu pomóc. I to przyczynia się do mojego ogólnego poczucia szczęścia na co dzień. W jaki sposób?
Wróćmy do początku.
W wyżej opisanej sytuacji, zastanawiałam się, czy tamtą nakrętkę wyrzucić do śmieci, czy schować do torebki i dorzucić w domu do reszty uzbieranych nakrętek. W pierwszym momencie pomyślałam, że ją wyrzucę, bo jaką różnicę zrobi jedna nakrętka wśród setek tysięcy innych? Jednak szybko uświadomiłam sobie szkodliwość takiego myślenia.
Szukając informacji dotyczących typu akcji charytatywnych wyczytałam, że jedna z fundacji, w ciągu 5 lat w całej Polsce zebrała ponad sto tysięcy ton nakrętek. STO TYSIĘCY TON nakrętek. To niewyobrażalna ilość, która przełożyła się na turnusy rehabilitacyjne, zabiegi oraz sprzęty medyczne dla chorych dzieci. A te sto tysięcy ton składa się z pojedynczych plastikowych nakrętek. Każda jedna nakrętka przyczyniła się do tej liczby. Pomimo tego, że z pozoru każda z nich z osobna nie znaczy nic, razem mogą mieć olbrzymie znaczenie, i mieć wpływ nawet na czyjeś życie.
Co ma do tego szczęście?
W moich rozważaniach tamtego dnia poszłam o krok dalej. Zrozumiałam, że w ten sam sposób możemy postrzegać nasze chwile radości. W zależności od szkół psychologicznych czy nurtów religijnych, szczęście i radość są definiowane na różne sposoby. Tak naprawdę jest to w dużej mierze kwestia indywidualna – definicji szczęścia może być tyle, ile osób na świecie.
Ja przyjmuję, że szczęście to pewnego rodzaju stan umysłu – stan bycia, w którym jest się w pełni obecnym i wdzięcznym za to, co nas otacza. Taki stan głębokiego spokoju. To, co wspiera osiąganie stanu szczęścia, to radość – która jest jedną z podstawowych emocji człowieka, i może być odczuwana intensywnie i spontanicznie, w związku z reakcją na daną sytuację. Można doświadczać wielu chwil radości, i to właśnie nagromadzenie tych radosnych chwil sprawia, że nasz poziom ogólnego poczucia szczęścia wzrasta.
Widzisz, do czego zmierzam?
To, co sprawia, że odczuwamy radość w danej chwili, w olbrzymiej mierze zależy od tego, w jaki sposób postrzegamy naszą rzeczywistość – a nasz odbiór rzeczywistości zależy od naszych myśli. Zdarzenia same w sobie nie mają znaczenia. Tak jak plastikowe nakrętki same w sobie nie mają zbyt wielkiej wartości – to tylko kawałki plastiku. To my nadajemy im znaczenia.
Tak naprawdę równie dobrze akcje zbierania nakrętek mogły by dotyczyć jakichkolwiek przedmiotów z plastiku, które nadawałyby by się do recyklingu (bo to z tego biorą się później pieniądze). Padło na nakrętki – i w ten sposób postrzegam nakrętki jako coś pozytywnego i widzę w nich nadzieję. W ten sam sposób możemy pracować nad dostrzeganiem radości i wdzięczności w wielu małych, pozornie nieistotnych sytuacjach.
Co ma do tego uważność?
Praktyka uważności polega na świadomym treningu przekierowywania naszej uwagi tam, gdzie chcemy. Ćwiczymy nasz umysł, aby skupiał się na wybranym doświadczeniu, na przykład na oddechu czy na ciele. To, co wyćwiczymy podczas medytacji uważności, przenosimy na codzienne życie. Dzięki temu mamy lepszy wgląd w nasze myśli, wydłuża nam się czas pomiędzy bodźcem a reakcją, a także zmienia nam się sposób postrzegania naszej rzeczywistości poprzez stosowanie odpowiednich postaw uważności.
W związku z tym, że zaczynamy lepiej widzieć nasze myśli i przekonania, mamy większy wpływ na ich powstawanie. Zaczynamy świadomie przekierowywać naszą uwagę na bardziej pozytywne i radosne aspekty naszych doświadczeń czy sytuacji.
Niestety, nasz mózg działa trochę wybiórczo. Został skonstruowany w taki sposób, że dużo łatwiej zwracamy uwagę na te negatywne doświadczenia – w końcu kiedyś od wyłapywania zagrożeń zależało nasze życie! Czasy się zmieniły, jednak najstarsze obszary naszego mózgu, odpowiedzialne za przetrwanie, zostały w dużej mierze bez zmian (w naszych czasach działa to tak, że pośród samych szóstek na świadectwie zwracamy uwagę na jedną dwóję).
Dlatego to od nas zależy, czy podejmiemy się wysiłku przeprogramowywania naszego mózgu, przez co zaczniemy dostrzegać więcej pozytywnych i radosnych doświadczeń, zamiast skupiać się na tych negatywnych.

Każde doświadczenie może być Twoją plastikową nakrętką. To od Ciebie zależy, jak ją postrzegasz i co czujesz w związku z nią – czy czujesz irytację na myśl o zanieczyszczeniu środowiska plastikiem, czy czujesz radość na myśl o pomocy choremu dziecku.
Gdy rano wstajesz i otwierasz oczy, pierwsze co możesz pomyśleć, to „o nie, już rano, muszę wstać i zrobić dzieciom śniadanie, pewnie znowu będą wybrzydzać i bić się przy stole” (irytacja).
Albo możesz świadomie przekierować swoją uwagę i poczuć wdzięczność za to, że masz ciepłe łóżko i dach nad głową, i że w ogóle masz dla kogo przygotowywać to śniadanie (radość i wdzięczność).
Możesz później zjeść na szybko obiad przeglądając jednocześnie Facebook’a, w głowie planując listę zadań do wykonania jak tylko zjesz (irytacja).
Albo możesz przygotować sobie pyszny, pożywny obiad i zjeść go uważnie, delektując się każdym kęsem (radość i wdzięczność).
Możesz widzieć w swoim dziecku „niegrzeczne zachowanie”, „pyskatość” i martwić się, jak sobie poradzi w życiu (irytacja).
Albo możesz widzieć w swoim dziecku pewność siebie, asertywność i elokwencję, i być dumna, że potrafi jasno zaznaczać swoje granice wierząc, że wykorzysta to w dorosłym życiu (radość i wdzięczność).
Każde z tych drobnych, radosnych doświadczeń w ciągu dnia, samo w sobie może nie mieć aż takiego znaczenia. No bo czym jest, na przykład, jedna uważnie wypita, ciepła kawa (gdy wreszcie uda Ci się znaleźć tę upragnioną chwilę dla siebie) w perspektywie kilku lat?
I czym jest jedna plastikowa nakrętka w perspektywie stu tysięcy ton nakrętek?
A jednak to sto tysięcy ton składa się właśnie z tych pojedynczych nakrętek. I warto o tym pamiętać.
Na koniec mam do Ciebie jeszcze jedną prośbę. Spójrz ponownie na to zdjęcie. Co teraz widzisz?

Pomyśl, co dziś będzie Twoją plastikową nakrętką?
A Jeśli chciałabyś poćwiczyć zauważanie radosnych chwil zapraszam do pakietu moich Medytacji Dbanie o siebie – znajdziesz tam między innymi medytację na przyjmowanie i zauważanie dobra TUTAJ.
PS Rozwijam mojego bloga, dlatego będę bardzo wdzięczna, jeśli napiszesz mi o swoich refleksjach po przeczytaniu tego tekstu w komentarzu poniżej oraz podzielisz się nim z innymi. Dziękuję! 🙂
Dziękuję Aniu za ten tekst. Warto sobie jak najczęściej przypominać, że naprawdę niewiele potrzeba, by wejść na drogę zmiany potrzegania swojej rzeczywistości, a dalej poprawy jakości życia. Twój tekst daje wskazówki do zastosowania od zaraz i wiem, że warto z nich skorzystać 🙂 Myślę sobie też, jak ważne jest przy tym, aby być w komforcie, zasobach i mieć wsparcie, by wyjść z dołka gdy zasobów zabranie. Bo gdy nie ma zasobów, to i praca z przekonaniami jest bardzo trudna, jak nie niemożliwa.
Dokładnie tak, zasoby to podstawa… Ale czasem właśnie wystarczy zacząć od kilku świadomych oddechów z intencją zatrzymania się choćby na chwilę aby zacząć z tego dołka wychodzić. No i pewnie pomaga akceptacja, że czasem tych zasobów będzie mniej, a czasem więcej i pewnych rzeczy nie przeskoczymy ;). Najpiękniejsze w uważności jest to, że każdego dnia możemy zacząć „od nowa”. Wtedy, kiedy będzie gotowość, zrobić pierwszy mały krok w kierunku zmiany <3
Świadomie przekierować uwagę… to dla mnie na ten moment w trudnych chwilach nieosiągalne, za szybko się czasem irytuję. jak rozumiem, pomoże mi w tym codzienne ćwiczenie uważnosci?
Tak, dokładnie :). Na tym głównie polega praktyka uważności, na świadomym kierowaniu uwagi tam, gdzie chcemy i na wyłapywaniu tego, co nas od tego odciąga, np. naszych myśli. W trudnych chwilach to jest trudne do zrobienia, dlatego im więcej ćwiczymy „na sucho” tym łatwiej nam potem z tego korzystać gdy jest trudno.